Mobile Trends Conference 2013 – jak zrobić bańkę w mobile’u

Druga edycja Mobile Trends Conference za nami. Nie będę rozwodził się nad kwestiami organizacyjnymi, zawsze może być lepiej, a było całkiem przyzwoicie. Nie będę streszczał kolejnych prezentacji – zobaczycie je sami na stronie konferencji (za parę dni),  streszczenie przeczytajcie na socialpress, parę subiektywnych opinii o konferencji i jej merytorycznej zawartości znajdziecie na portalu GoMobi i blogach: jestem.mobi, dworzynska.com, sprawdźcie też co działo się na twitterowym backchannelu #mtc2013. Nie będę też wymieniał laureatów Mobile Trends Awards. Opowiem za to jak zrobić bańkę w polskim mobile’u.

O co chodzi z tą bańką? Można rozumieć to na parę sposobów – mamy parę baniek użytkowników Internetu mobilnego w Polsce, parę baniek posiadaczy smartphone’ów, trochę ponad bańkę użytkowników aplikacji mobilnych, parę baniek wydatków reklamowych wydawanych na mobile rocznie. Można także powiedzieć, że polski mobile przypomina trochę nadmuchaną bańkę, której warstwa zewnętrzna wygląda lepiej niż zawartość.

Czy polski mobile jest nadmuchaną bańką? Dość częste, na tak licznych konferencjach są problemy z Internetem dostępnym po wi-fi, jednak biorąc pod uwagę specyfikę publiki, w sporej części sali nie był dostępny transfer danych po 3G, czy HSDPA, a EDGE. Organizatorzy owszem mogli  poszukać lepszego miejsca, ale nie zmienia to faktu, że nadal w wielu miejscach natrafiamy na czarne dziury bez dostępu do transferu do danych, ergo do kluczowych usług. To spory blocker. Bez tego nie zrobimy więcej baniek $ na mobile’u.

Na drugiej z rzędu konferencji MTC, z kilkuset osobowej grupy uczestników tylko parę osób udzielało się, komentując wydarzenia na Twitterze, lub też dając wyraz swej obecności przez check-in na Forsquare (podobnie jak na #mtc2012). Czyżby ludzie z branży sami nie korzystali z technologii mobilnych? Czy też przyczyny należy upatrywać w problemach z siecią, jakich w większości doświadczyli uczestnicy (hope so)? Jeśli jako hard-userzy, geecy (jak się to słowo odmienia?!) nie będziemy korzystali z usług mobilnych, to przeciętni userzy tym bardziej nie będą, ergo nie zarobimy upragnionych baniek.

Po trzecie, spójrzmy na liczby, na które powoływali się prelegenci, trzy szybkie przykłady:

  • polski rynek aplikacji to niewiele milion userów,
  • na tle innych rynków europejskich polski rynek wypada dość blado pod kątem ilości odsłon mobilnych – ok 4%, dla porównania UK – 16,5%, DE – 8%, państwa nadbałtyckie ok 10%.
  • kampania dla Red Bulla z wykorzystaniem NFC, wygenerowała 272 skany kodów, przy 250 000 zasięgu wśród posiadaczy smartphone’ów i 800 000 osobach zasięgu kreacji.

Dla marketerów myślenie w kategorii setek, góra setek tysięcy odbiorców komunikacji na razie nie jest argumentem za pozostawianiem w mobile’u budżetów porównywalnych z innymi mediami. Mimo kilkudziesięcio/kilkuset procentowych wzrostów niektórych wskaźników, nie są to oszałamiające wyniki. Skłania to marketerów raczej do bezpiecznego eksperymentowania, niż konkretnych inwestycji.

Dopóki nie pokażemy większych liczb, nie zobaczymy więcej $$. Musimy coś zmienić – wszyscy: operatorzy (ponoć jedną z najczęstszych próśb w BOK-ach operatorów to zlecenie wyłączenia Internetu), dostawcy usług, hard-userzy, media. Tylko zwiększanie świadomości użytkowników, pozwoli zwiększyć zasięg. On będzie rósł organicznie, jednak tak jak w przypadku e-commerce’u i oporów przed płatnościami w sieci, muszą pęknąć w przeciętnych użytkownikach bariery psychologiczne, opory, musza poczuć potrzebę. Wtedy zarobimy bańkę na polskim mobile’u.

Zawsze jednak możemy uciec się do starej sztuczki, którą spointował Mariusz Gasiński – biorąc średnią ze stanu swojego konta i stanu konta Billa Gatesa, wówczas już teraz mamy na głowę parę dużych baniek, i to w dolarach! A do tego gratis, dobre samopoczucie.

27. February 2013, autor: m_wiktorowski
Kategorie: Marketing, Media | Tagi: , , , , , , | skomentuj