Detonowanie opinii publicznej

Przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś na tym blogasku zostanie opublikowana notka dotykająca kwestii katastrofy smoleńskiej. Ale stało się. Wydarzenia ostatnich tygodni skłoniły mnie do podzielenia się rozżaleniem z powodu kondycji polskich mediów. Kolejność odwrócona.

[zdjęcie zapożyczone z serwisu wprost.pl via Google Images]

Po pierwsze, kontakty wydawców z politykami. Paweł Graś w dniu publikacji, w środku nocy spotyka się z wydawcą “Rzeczpospolitej”. Nie wiem jaki miało to cel, co panowie chcieli omówić. Czy Hajdarowicz rozważał autocenzurę, a Graś chciał zablokować publikację? Podobno zgodzili się, że dla dobra wolności słowa powinien zostać opublikowany. Dobrze, że tekst ostatecznie poszedł, jednak jeśli musieli się ze sobą zgadzać, to oznacza, że obaj nie byli pewni co do tego, czy druga strona nie myśli inaczej. Brak wiary, że wolność słowa jednak istnieje?

Po drugie, oświadczenie RN Presspublica po zwolnieniu autora tekstu, w którym mowa o tym, że:

1/ W dniu 31 października w  Warszawie Zarząd spółki  przekazał Cezaremu Gmyzowi dokumenty pozwalające mu na zarówno ochronę świadków jak i pisemne zapewnienie o ochronie jego osoby w razie przyszłych procesów jeśli okazało by się, że rzetelnie zbierał materiały i posiada na to stosowne dowody.

Wśród  dokumentów było również  zapewnienie o ochronie  informatorów, a dla  ich bezpieczeństwa oświadczenia miały być zdeponowane w  jednej z kancelarii  adwokackich. 

[pełne oświadczenie tutaj]

Art 15.  ustęp 2 prawa prasowego, mówi, że:

Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy:

1. danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych,

i dalej, Art. 16., ustęp 3:

Redaktor naczelny powinien być w niezbędnych granicach poinformowany o sprawach związanych z tajemnicą zawodową dziennikarza; powierzoną mu in-formacją albo inny materiał może ujawnić jedynie w wypadkach określonych w ust. 1.

Ustęp 1 mówi o braku ochrony dla informatorów, którzy przyznają się do popełnienia przestępstwa oraz o możliwości udzielenia (częściowego) informacji tylko osobie redaktora naczelnego. Wygląda więc na to, że RN wydawnictwa oczekiwała ujawnienia informatorów, którzy nie byli cytowani z nazwiska (prosili o jego nieujawnianie) w tekście. Wydawca nie powinien naciskać na dziennikarzy, jedynie redaktor naczelny ma takie prawo.

Po trzecie, sam artykuł o trotylu na wraku prezydenckiego samolotu jednoznacznie stwierdzał, że znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Później wycofała się z tego redakcja, a naczelny przyznał, że w tekście na wyrost założono, że wysokoenergetyczne cząstki wykazane w badaniach, były śladami materiałów wybuchowych. Cezary Gmyz podpisał się pod podkręconym tekstem, być może uległ namowom naczelnego, wice-naczelnego lub po prostu został zmanipulowany. Gdzieś popełnił błąd w sztuce.

Po czwarte, sprawa została chyba przez wydawcę Hajdarowcza, wykorzystana do urządzenia czystek w redakcji, skoro pracę stracił także przebywający na urlopie vice-naczylny Marczuk, chyba że on także ingerował w treść artykułu.

Co wynika z tych trzech punktów? Brak standardów dot. mediów. Nocne spotkania z politykami, wydawca oczekuje złamania prawa prasowego, a dziennikarz dokonuje nadinterpretacji, naczelny mu na to pozwala, a następnie całość winy zrzuca na dziennikarza. Na każdym z  poziomów mamy tu do czynienia z brakiem przejrzystości i naciąganiem rzeczywistości, brakiem standardów po prostu.

18. November 2012, autor: m_wiktorowski
Kategorie: biznes, Media | Tagi: , , , , , , , | skomentuj