Wydawco, w 2011 twórz aplikacje i generuj content


Koniec roku to czas podsumowań, autorzy większości z nich skupiają się na najważniejszych serwisach lub najbardziej błyskotliwych karierach. Według mnie rok 2010 był przełomowy, pojawiły się zwiastuny końca sieci jaką znaliśmy do tej pory. Po pierwsze Facebookizacja sieci (poprzedni wpis), a po drugie, istotne zmiany jakie dokonały się w strukturze udziałów poszczególnych kategorii ruchu w Internecie.

Zmiany te przyczynią się do rozwoju sektora gospodarki, który do tej pory miał największy problem z Internetem – sektora medialnego (rozumianego jako prasa drukowana, wydawcy, nadawcy radiowi i telewizyjni).

Nadal spędzamy czas korzystając z Internetu, ale przeglądanie WWW staje się mniej popularne. Być może w pierwszym momencie różnica, wydaje się niedostrzegalna, to po zapoznaniu się ze statystykami ruchu Sieciowego, przygotowanymi przez CISCO, ta różnica powinna się rozjaśnić:

Proportion of Total US Internet Traffic

 

Dostępność coraz większej liczby aplikacji o zamkniętym charakterze – sieci społecznościwe, serwisy mikrobloggingowe, narzędzia do komunikacji (Skype, e-maile), API aplikacji webowych i desktopowych, gry, etc. – oraz formy ich dostępności (głównie popularyzacja technologii mobilnych)  sprawiły, że WWW jaką znaliśmy, znalazła się w odwrocie. Więcej czasu spędzamy na oglądaniu materiałów wideo, korzystaniu z aplikacji lub sieci społecznościowych niż na przeglądaniu klasycznych stron www (a jeśli już je przeglądamy to częściej trafiamy na nie używając linków dzielonych przez Facebooka lub Twittera).

Jest to przede wszystkim wynik wieloletnich poszukiwań bardziej skutecznego modelu biznesowego, który pozwala zarabiać na sieci – aplikacje opłacane w modelu SaaS, sprzedaż treści on-demand (nie tylko wideo). Patrząc na historię Sieci i ostatnie półtorej dekady w historii mediów, to właśnie forma dystrybucji contentu stanowiła temat najgorętszych dyskusji (Napster, masowe piractwo, spory wydawców z Google, czyszczenie treści z YouTube). Inwestowanie w wytwarzanie oryginalnego contentu nie było zbyt rentowne. Dominowały dwa modele działania – redystrybucja contentu wytwarzanego przez spółki należące do holdingów medialnych i rozpowszechnianie contentu bazującego na informacjach agencyjnych, prasowych i materiałach promocyjnych.

Ciekawym faktem jest to, że wśród 50 witryn o największej liczbie odwiedzin (zarówno wg. Alexa, Mostpopularwebsites i Google, tylko w przypadku dwóch – Yahoo.com i AOL.com – można mówić, że ich popularność wynika z faktu posiadania redakcji informacyjnej (w przypadku Yahoo wysoka pozycja w rankingu wynika z faktu oferowania wielu innych usług, innych niż informacyjne). W rankingach znalazły się jeszcze serwisy internetowe dużych firm medialnych, takich jak BBC, oraz kilka chińsko-, japońsko- i rosyjskojęzycznych serwisów. Inną ciekawostką jest, że do tej pory nie doczekaliśmy się żadnego szerzej znanego nazwiska dziennikarza, który swoją karierę związałby z mediami internetowymi (chyba, że o kimś nie wiem lub zapomniałem – poprawcie mnie proszę).

Wydawcy medialni, dzięki rozwojowi aplikacji i popularyzacji urządzeń mobilnych, mogą zagwarantować sobie sfinansowanie kosztów redystrybucji contentu lub kosztów jego wytworzenia. Ponadto nowe formy dystrybucji mają dodatkową zaletę- nie tylko umożliwiają publikowanie reklam, ale także od razu realizację call to action, do których nawołują. Przy okazji bardziej zadowoleni powinni być konsumenci mediów (płacący za content wysokiej jakości, bez oglądania reklam lub dostający go za darmo, z oglądaniem reklam adresowanych do nich, a nie do anonimowej masy) i reklamodawcy (kupujący bardziej skuteczne i lepiej mierzalne powierzchnie reklamowe).

Czasy się zmieniają, zmienia się Internet, jednak nadal aktualne pozostaje powiedzenie “Content is king“.

29. December 2010, autor: Maciek Wiktorowski
Kategorie: biznes, Media, Reklama, Technologie | Tagi: , , , , , , , | skomentuj