Kondycja mobilnego Internetu w Polsce
Oto parę wrażeń z części biznesowej konferencji Mobile Trends Conference, której miałem przyjemność się przysłuchiwać.
Po pierwsze, polskiemu rynkowi mobile wciąż brakuje uniwersalnych narzędzi do pomiaru. Większość prelegentów mówiąc o rynku odwoływała się do statystyk ze Stanów, w najlepszym wypadku globalnych. Niestety, nie są to dane, które pozwalają stwierdzić cokolwiek więcej poza tym, że w najbliższym czasie ten rynek będzie rósł. Z kolei dane o popularności systemów operacyjnych za oceanem i w Europie nijak mają się do sytuacji na naszym rynku. Dodatkowo prognozy zakładające, że poziom sprzedaży smartphone’ów przekroczy sprzedaż PC-tów ciągu X miesięcy mogą się sprawdzić lub nie. Wystarczy że ktoś z graczy wejdzie na rynek z jeszcze bardziej rewolucyjnym produktem. Nie ma nic pewnego, nie ma danych, które pozwalają przewidywać wzrost na bardziej szczegółowym poziomie. Warto wspomnieć, że Gemius dopiero niedawno stworzył skrypt do mierzenia ruchu w aplikacjach mobilnych, jest on ciągle udoskonalany.
W wielu wystąpieniach przewijał się temat QR kodów, które stały się kością niezgody między uczestnikami. Pytanie o ich skuteczność, w kontekście braku świadomości użytkowników o tym jak używać kodów, zdominowało dyskusję podsumowującą konferencję. Być może nacisk nie tyle na marketerów, którzy boją się stosować kody, ale na operatorów, by preinstalowali czytniki kodów w telefonach [w ostatnim roku miałem w rękach kilkanaście modeli prosto od operatorów w żadnym nie znalazłem czytnika kodów], mógłby wpłynąć na popularność tego narzędzia.
Kolejnym ważnym tematem dyskusji była świadomość możliwości wykorzystania telefonu jako urządzenia dostępowego do sieci wśród użytkowników telefonów. De facto cenowo w mojej opinii wygląda to obecnie korzystniej niż w przypadku zwykłej sieci “po kablu”, jednak konieczne jest wzięcie poprawki na cele realizowane podczas używania poszczególnych form dostępu. Są zdecydowanie różne w przypadku telefonów i komputerów. Skoordynowana akcja największych graczy, przeprowadzona wraz z operatorami mogłaby dużo zmienić i znacznie przyspieszyć rozwój mobilnej sieci nad Wisłą.
Na koniec, ciekawa obserwacja: twitterowy hashtag konferencji, pozostawał niemal martwy przez cały dzień, zbierając raptem kilkanaście tweetów opublikowanych nie przez organizatora, jednak zrzucam to na karb jakości prezentacji – zapewne były zbyt dobre by słuchacze mogli równocześnie zajmować się tweetowaniem
Nie-graficzne interfejsy
W ostatnich tygodniach uczestniczyłem w dwóch eventach, przy okazji których mowa była o nie-graficznych interfejsach w urządzeniach różnego typu.
19 stycznia na Techcampie#2 mimo wielkiego tłoku, braków organizacyjnych i chaosu na salach dla publiki, z uwagą wysłuchałem Andrzeja Piotrowskiego, który w sposób filozoficzny opowiadał o dotyku jako formie komunikacji, która była bardziej pierwotna niż mowa. Sam fakt, że wcześniej człowiek potrafił dotykać niż mówić wskazuje na to, że jest to bardziej podstawowa forma komunikacji z otoczeniem (nie tylko z istotami, także innymi przedmiotami czy teraz urządzeniami), z którymi nie jesteśmy w stanie się dogadać. Nawigację gestami postawiłbym o poziom niżej na drabinie ewolucji, ze względu na dystans jaki wymusza. Nie wróżyłbym jej wielkiej przyszłości w komunikacji z urządzeniami i nie chodzi mi o gry a nawigowanie podczas pracy czy konsumpcji treści. Skoro mamy już nawigację dotykiem to raczej będziemy się pieli wyżej po tej drabinie przechodząc od razu do kolejnych szczebli z nawigacją przy pomocy mowy i następnie myśli.
A propos myśli. 27 stycznia na Mobile Trends Conference oprócz wielu ciekawych prezentacji dotyczących rynku mobilnego w Polsce, uczestnicy mogli odwiedzić stoisko firmy Neuro Code, która zajmuje się badaniami nad neurotechnologią i neurokomunikacją. Osoby odwiedzające stosiko mogły skorzystać z takiego urządzenia [screen z wideorelacji "Przemysły Kreatywne"]:
Przy pomocy opaski mierzącej generowanie przez mózg fal, emitowanych podczas stanu koncentracji piłeczka, umieszczona w tubie unosiła się. Było to dokładnie takie samo urządzenie jak na filmie poniżej:
Drugim z urządzeń dostępnych na stoisku była opaska działająca na tej samej zasadzie pozwalająca grać w prostą strzelankę czy Pong game. Te urządzenia mają służć trenowaniu zdolności do koncentracji m.in. dla sportowców.
Taka forma komunikacji z urządzeniami z pewnością wymaga przemyślenia dotychczasowych konwencji nawigowania, będzie to nie lada wyzwanie dla wszystkich UX expertów.
Istniejące rozwiązania laboratoryjne potrzebują tylko paru lat, by wejść do produkcji na skalę masową, stanie się to szybciej niż nam się wydaje. Pytanie czy przyjmą się od razu czy też będziemy potrzebowali kilkunastu lat, by je zaadoptować i zacząć używać ich z przekonaniem? Nie jest to takie pewne, biorąc pod uwagę, że tablety wynaleziono w 1994.
HTML5 + woda + płatne treści =?
W ostatnim miesiącu w moim czytniku RSS, obok wojny na tablety pomiędzy Amazonem a Apple, dominowały informacje o HTML5 – który chyba został uznany przez inwestorów za wystarczająco dojrzałą technologię. HTML5 oprócz tego, że jest technologią, przy pomocy której możliwe jest efektywne tworzenie bardziej interaktywnych interfejsów usług webowych, pozwala także zoptymalizować wydatki wydawców medialnych na IT.
Gdy do sprzedaży trafiły pierwsze smartphone’y i tablety stworzyły ekosystem, w którym aplikacje mediale/newsowe były jednymi z najpopularniejszych. Organizacje medialne zaczęły przyjmować różne strategie wobec nowego kanału dystrybucji – udostępniać swoje treści za darmo, albo je sprzedawać. W przypadku aplikacji na iOS, Apple pobiera dość, sporą prowizję. Początkowo wydawcy ją akceptowali, zapewne w nadziei że zostanie ona obniżona gdy skala sprzedaży osiągnie odpowiedni poziom. Jednak nie doczekali się. Niedawno byliśmy świadkami wycofania applikacji Financial Timesa z Appstore’a, które zostały zastąpione aplikacją w HTML5. Omijanie prowizji dla Apple – to pierwszy z aspektów oszczędzania (oszczędzamy też czas potrzebny na akceptację aplikacji w Appstore). Tą samą drogą, co FT poszedł w sierpniu Amazon, uruchamiając Kindle Cloud Reader, chroniąc się przed podziałem zysków za sprzedaż książek.
Drugi aspekt oszczędności jest taki, że posiadając aplikację z interfejsem w HTML5, nie jest konieczne tworzenie oddzielnych aplikacji na poszczególne systemy operacyjne i urządzenia. Mogą wyświetlać się poprawnie zarówno na tabletach jak i smartphone’ach (FT nie dostosował jeszcze swojej aplikacji dla innych urządzeń niż iPhone i iPad). Oprócz aplikacji FT warto zapoznać się z pokazem możliwości HTML5 – asidemag.com – magazyn przygotowany w HTML-u, jako prezentacja jego możliwości pod iPady.
aside magazine Trailer from aside magazine on Vimeo.
Mamy także polski akcent, firma w której mam przyjemność pracować, przygotowała nową wersję swojej strony mobilnej w HTML5 – m.onet.pl.
Oprócz niewątpliwych plusów:
- brak prowizji;
- brak oczekiwania na ackeptację aplikacji i elastyczność wprowadzania zmian;
- obsługa wielu platform oraz łatwa instalacja i pobieranie;
mamy też parę minusów:
- brak dostępu do niektórych opcji (np. dostęp do kamery);
- wolniejsze działanie przy przeglądaniu graficznych materiałów (asidemag zapewnia komfort przeglądania przy wifi, przy 3G tranfer danych trwa zbyt długo);
- marketerzy nie mają możliwości dokładnego zbierania danych, bowiem konsumenci nie przechodzą przez appstore.
Czy taka strategia ma szansę się sprawdzić? W przypadku Financial Timesa, podział przychodów był zapewne nieopłacalny, ponieważ ten tytuł bazuje na wpływach z subskrypcji. Jednocześnie w AppStore nadal dostępna jest darmowa aplikacja Financial Time’s How to Spend It – ten tytuł, z kolei opiera się głównie na wpływach od reklamodawców. Jest więc całkiem prawdopodobne, że więcej wydawców będzie wiązało model przychodów prasy drukowanej z modelem dystrybucji aplikacji mobilnych. Możliwe jest także stworzenie nowego modelu rozdzielającego dystrybucję treści sponsorowanych przez reklamodawców i równoległa sprzedaż tych samych treści w wersji “business class” - pozbawionej reklam i zwiększającej komfort ich przeglądania.
Według mnie blockerem do dalszego wzrostu popularności HTML5 jako technologii dystrybucji magazynów na urządzenia mobilne na pewno jest rozwój sieci przesyłu danych. Natomiast jako “lajtowe” wersje stron lub aplikacje newsowe już dziś doskonale się do tego nadaje. Bez wątpliwości pozostaje jednak fakt, że w zdezorganizowanym przez aplikacje mobilne środowisku medialnym, zaczęła działać kolejna dezorganizująca siła.
Na koniec ciekawa metafora zapożyczona od Marka Kasperskiego – treść jest jak woda, powinna wypełniać i wyglądać tak samo na różnych urządzeniach.
Projektowanie wieloplatformowych interfejsów
Z ilu urządzeń dziennie korzystasz, by przeglądać sieć lub używać aplikacji? Coraz częściej nie jest to już tylko komputer. Dostępna ilość interfejsów wymaga zmienionego podejścia do projektowania z uwzględnieniem wielu platform. Wersja webowa i mobilna to dziś niemal podstawa, a rosnąca popularność tabletów sprawi, że niebawem konieczne będzie także projektowanie dostosowane do dużych dotykowych ekranów.
Właściciele serwisów i aplikacji mogą podążyć dwiema różnymi drogami. Mogą projektować oddzielne wersje usług na każdą z platform lub projektować swoje usługi tak, by były wygodne w użyciu na każdej z nich. Tą drugą drogą w ostatnich miesiącach poszło Google, zmieniając interfejsy swoich głównych usług. Gmail, mapy, kalendarz, google news oraz wyszukiwarka zyskały nowy, bardziej przejrzysty wygląd. Nowe układy funkcjonalne są dostosowane pod tablety, poniżej kilka screenshotów, na których można podejrzeć nowe projekty:
Świadczy to o tym, że rozwój rynku tabletów jest już na tyle duży, by mieć istotny wpływ na tak popularne usługi. Możemy spodziewać się fali redesignów najpopularniejszych serwisów i aplikacji sieciowych. Przeprojektowanie inerfejsów i dostosowanie ich do wymogów tabletów, to spore wyzwanie. Sposób korzystania z PC-ta i ekranów dotykowych różni się diametralnie. Dlatego projektując wieloplatformowy interfejs należy wziąć pod uwagę ograniczenia, jakie narzuca sposób używania ekranów dotykowych.
Po pierwsze, należy wyzbyć się myślenia, że to myszka jest podstawowym urządzeniem do nawigowania po usłudze. W przypadku tabletów są to palce, w związku z czym efekt hover, przestaje mieć uzasadnienie. Skanując ekran wzrokiem nie wywołamy żadnego podświetlenia, a dotknięcie ekranu wywołuje akcję. Środkiem zastępczym jest tzw. “pop-open” – po dłuższym przytrzymaniu palca w punkcie pojawia się akcja np. rozwijająca menu – jednak automatycznie pojawia się pytanie, w jaki sposób poinformować użytkownika przy pierwszym kontakcie o takiej możliwości.
Brak hovera wpłynie nie tylko na wygląd i konstrukcję samych usług, ale także na sposób tworzenia kreacji reklamowych – rację bytu stracą bannery odpalające animacje po najechaniu kursorem. A propos reklam – spodziewam się, że AdWords i AdSense w związku ze zmianami wymuszanymi przez popularyzację urządzeń mobilnych czeka spora rewolucja.
Po drugie, światło. Jednym z częstych problemów przy korzystaniu z telefonów komórkowych była wielkość klawiszy, osoby posiadające grubsze palce miały kłopoty z wybieraniem odpowiednich przycisków. Podobnie jest z serwisami używanymi na dotykowych ekranach. Zbyt gęsto osadzone ikonki i przyciski są kłopotliwe. Odpowiednie podejście dobrze widać na przykładzie zmienionej stopki w wynikach wyszukiwania Google:

W nowej wersji mamy do czynienia ze zdecydowanie bardziej “rozstrzeloną” paginacją. Użyto buttonów zamiast linków orz zastosowano większą ilość światła między linkami, które prezentowane są bez podkreśleń, innym niż główny kolor czcionki.

Wyciągając wspólny mianownik nowego wyglądu usług Google można zauważyć, że:
- buttony, przyciągają wzrok – są duże, wyraźne i ciężkie;
- wszystkie klikalne/dotykalne elementy są oddzielone od pozostałych, wyraźnie oznaczone.
- wyraźnie podkreślona architektura informacji – waga funkcji podkreślona jest przez wielkość i kolory buttonów, najważniejsze funkcjonalności oznaczone są intensywnymi kolorami (niebieski i czerwony);
- wszystkie użyte ikonki są płaskie, dwuwymiarowe.
Kolejną istotną rzeczą przy projektowaniu dla ekranów dotykowych jest to, że w przypadku ekranów dotykowych traci sens dotychczasowy sposób nawigacji, pozwalający scrollować jedynie w pionie i poziomie. Korzystając z ekranów dotykowych możemy przewijać wyświetlane treści w każdym z kierunków. Możliwe jest więc ukrycie części treści poza krawędziami ekranu.
W przypadku wyszukiwarki można zauważyć jeszcze jedną operację, dokonaną z powodu orientacji ekranu, głównie na smartphone’ach z dotykowymi ekranami (które są węższe, przez co dodatkowa lewa kolumna utrudniała przeglądanie wyników wyszukiwania) – przeniesienie menu z filtrami wyszukiwania z lewej strony na górę.

Wydaje się, że jest to swego rodzaju potwierdzenie podejścia propozycji Luke’a W by rozpoczynać projektowanie od wersji na telefony komórkowe:
When you are working with a 320×480 pixel screen (iPhone, Palm Pre, first generation Android phones), 80% of the screen space you had at 1024×768 is gone. [...] Losing 80% of your screen space forces you to focus. You need to make sure that what stays on the screen is the most important set of features for your customers and your business.
Takie podejście umożliwia wybranie naprawdę najważniejszych funkcjonalności do nawigacji najwyższego stopnia i zmniejszyć stopień złożoności usług.
Wracając na chwilę do tematu obszaru do nawigowania, ciekawostka: prezentacja ekranu pozwalającego skalować przewijane treści i jednocześnie zachować podgląd na przeglądany fragment ekranu:
Zapewne w przyszłości będziemy mogli pozwolić sobie na więcej tego typu tricków, również w trybie multi-touch. Dodatkowo jeśli liczyć na rozwój technologii haptycznych – możemy uzyskać naprawdę ciekawe efekty, prace nad ekranami odpowiadającymi na nasz dotyk, swoim dotykiem, czy raczej impulsami już trwają.
Jaki będzie to miało wpływ na serwisy informacyjne ? Rosnąca popularność ekranów dotykowych wymusi zmiany w sposobie nawigacji oraz zwiększoną ilość światła. Jednak nadal jestem zdania, że tablety będą służyły głownie do przeglądania treści magazynowych, publicystycznych, które będą nam podawane poprzez aplikacje w sposób ograniczony jedynie przez fantazję projektantów. Natomiast w przypadku informacji agencyjnych można podejrzewać, że będą one serwowane w aplikacjach ukierunkowanych na przejrzystość i łatwość przeglądania, wykorzystujące powyższe zasady/reguły projektowania pod ekrany dotykowe. Najpoważniejsze zmiany zostaną dokonane w serwisach internetowych, które będą musiały dostosować swoje layouty tak, by były bardziej “namacalne” dla ich użytkowników.
Być może w dłuższym okresie czasu wydawcy pójdą dalej i zaczną dostosowywać papierowe wydania swoich mediów do designu stosowanego na interfejsach elektronicznych. Jak mogłaby wyglądać taka gazeta? Pewnie podobnie jak Tages Anzeiger po redesignie dokonanym przez Information Architects.

Rynek prasy cyfrowej w Polsce
W połowie czerwca Komisja Zarządu ZKDP ds. prasy cyfrowej wydała dokument definiujący standard raportowania, publikowania i weryfikacji danych o rozpowszechnianiu płatnym treści prasowych w wersji cyfrowej. Wytyczne Komisji mają wejść w życie od stycznia 2012. Wytyczne zawarte w raporcie będą miały wpływ na wyniki sprzedaży czasopism, wiarygodność wyników sprzedaży, rynek reklamowy a także na inwestycje wydawnictw.
Raport komisji można znaleźć w tej paczce danych. Komisja zaproponowała podział prasy cyfrowej na parę kategorii:
E-wydania – wydania sprzedane po cenie, nie niższej niż 30% ceny egzemplarzowej wydania drukowanego:
- Repliki (dotychczas e-wydania) – zawierające ten sam materiał redakcyjny i reklamowy co wersja drukowana, w drodze wyjątku jeśli wydawca nie nabył praw do publikacji treści w wersji elektronicznej, mogą one zostać usunięte z Repliki. Dodatkowo treści mogą zostać rozszerzone w porównaniu do wersji drukowanej, a reklamy mogą być dostosowane do możliwości nośnika.
- Replika Plus – identyczne wymogi jak Replika, może zawierać dodatkowy materiał reklamowy.
- Dynamiczne wydanie cyfrowe – wymóg zgodności materiału redakcyjnego z wersją drukowaną jest na poziomie 60% i może ono zawierać dowolny materiał reklamowy.
Publikacje cyfrowe – publikacje prasowe nie posiadającego własnego odpowiednika w wersji drukowanej. Dodatkowo w tym segmencie wprowadzone zostanie rozróżnienie na publikacje płatne (kosztujące powyżej 50 gr) i bezpłatne (poniżej 50 gr).
Oprócz tego z ważniejszych postanowień Raportu warto wymienić:
- podstawowym kryterium kwalifikacji do poszczególnych form rozpowszechniania płatnego, będzie dokumentacja finansowa, nie liczba pobrań;
- również płatne części serwisów mogą być objęte kontrolą;
- możliwość sumowania danych o rozpowszechnianiu wydań drukowanych z wydaniami cyfrowymi przewidziana jest wyłącznie dla replik (tak jak ma to miejsce obecnie);
- w tym momencie tylko dokumentacja AppStore umożliwia weryfikację pojedynczych wydań;
Nowe regulacje pozwolą zbierać bardziej precyzyjne dane o wielkości sprzedaży wydań cyfrowych, poprzez objęcie kontrolą innych niż dotychczasowe e-wydania (Repliki) form dystrybucji treści, również płatnych serwisów oraz aplikacji na urządzenia mobilne. W świetle statystyk i w oczach reklamodawców posiadanie takich danych pozwoli zrekompensować spadki sprzedaży wydań drukowanych.
W tym samym temacie w sierpniowym “Press” znajdziemy tekst “Cyfrowe zyski” Tomasza Bitnera analizujący wart 10 mln zł rynek cyfrowych wydań Prasy w Polsce (warto dodać, że 20% wartości całego rynku to wartość przetargu Ministerstwa Spraw Zagranicznych na dostawę prasy cyfrowej). Przytoczone w tekście wyniki sprzedaży potwierdzają tezę, że tytuły posiadające dużą ilość treści o tematyce ekonomicznej i prawnej są liderami sprzedaży wydań cyfrowych: DGP – 10,8% całej sprzedaży, Rzeczpospolita – 5%, Publs Biznesu – 7%, Parkiet Gazeta Giełdy – 12%, podczas gdy np. Gazeta Wyborcza – 0,4% (dane ZKDP I kwartał 2011). Wynika to przede wszystkim z faktu, że odbiorcami prasy cyfrowej są głównie instytucje, nie indywidualni nabywcy.
Interesującą informacją, przytoczoną przez “Press“, jest potwierdzenie ze strony Express Media (wydawcy regionalnych dzienników z Bydgoszczy i Torunia) prac nad sprzedażą pakietów dziennika regionalnego wraz z ogólnopolskim tygodnikiem – grupowe zakupy będą także dotyczyły tej formy dystrybucji prasy.
Wypowiedzi wydawców, wyrażają nadzieję na wzrost rynku e-wydań i nadejście “cyfrowej rewolucji”, która uwolni sprzedaż e-wydań. Według nich ta rewolucja może nastąpić już niebawem. Potwierdzać to mogą dwie okoliczności: na przełomie lipca i sierpnia pojawiły się informacje o umasowieniu produkcji nowej generacji iPadów, które dzięki dostawcom tańszych części mają być łatwiej dostępne (oby tylko obyło się bez spadku jakości urządzeń). Doszlusowanie do 20% poziomu penetracji na rynku telefonii komórkowej w Polsce trwało ok. 3 lat (1996-1999 r.). Zakładając, że każdy kolejny standard upowszechnia się szybciej niż poprzedni – wydaje się, że rzeczywiście możemy być już o krok.









